środa, 15 kwietnia 2015

Henna bezbarwna Khadi farbuje na rudo? Uwaga na Cassię bez certyfikatu!


Wiecie, że jestem ogromną fanką bezbarwnej Henny Khadii. Farbowałam nią włosy wiele razy i za każdym razem byłam zadowolona. Nic zatem dziwnego, że poleciłam ją mojej koleżance, włosomaniaczce. Ola miała włosy w kolorze mysiego blondu i zależało jej na efekcie ozłocenia. Znaczna zmiana to nie jest, ale wygląda o wiele ciekawiej, może trochę nietypowo. Niestety na głowie króluje rudy a Ola walczy o zmycie go.

Od razu chcę zaznaczyć, że oficjalny dystrybutor nie zawinił. Jak tylko dostałam wiadomość o tym, co się stało, pomyślałam że farba mogła być nieoryginalna. Sami zobaczcie puszkę, w której rudy winowajca siedział. Nigdy nie widziałam tej wersji Cassii a pamiętam jeszcze głośną sprawę z podrabianymi olejami firmy Khadi. Napisałam maila do dystrybutora, informacja zwrotna jest taka, że produkt nie posiada certyfikatu BDiH, zatem jest nieoryginalny. 


Przyszło mi do głowy, że może zaszła pomyłka i trafił się pomylony woreczek. Okazało się, że wcale nie. Koleżanka Oli użyła tej samej henny, również uzyskując rudy.

Co człowiek to podejście do certyfikatów. Mimo wszystko pamiętajcie, że chwalone henny i ta, którą ja chwaliłam, mają go. Być może to była taka pomyłkowa seria, nie wiem. W każdym razie nie ryzykowałabym bo cena jest taka sama. Ola była w szoku, bardzo niezadowolona. Podobne odczucia miałaby pewnie każda kobieta. Teraz wymywa kolor, o czym będę chciała wam jeszcze wspomnieć, jeśli będziecie zainteresowani. W mojej opinii wygląda bardzo ładnie, chociaż nie chciałabym żeby taka przygoda przytrafiła się mnie i uczulam was. W końcu nie wszystkie niespodzianki muszą być miłe.

Efekty używania bezbarwnej henny tu


niedziela, 12 kwietnia 2015

Cienie Dior - wygodne i eleganckie

Chciałabym wam dzisiaj przedstawić taką mini-paletkę, którą dostałam od mamy. Nawet nie spodziewałam się, że tak przypadnie mi do gustu bo przecież podobne kolory już posiadam. Ta mała wersja to koszt około 100zł, więc cena jest dość wysoka, ale trzeba przyznać, że niesamowicie cieszą oko. 
Jak widzicie na zdjęciu, kolory są dosyć neutralne. Zdarza mi się wykorzystywać ją do codziennego makijażu. Moja  wersja to numerek 646. Pudełeczko jest po prostu idealne na podróż. Mamy tu wszystko, począwszy od rozświetlenia kącika oka, do mocnego podkreślenia załamania. 


Nie miałam wcześniej do czynienia z cieniami, które tak łatwo by się rozcierało. To się staje czystą przyjemnością, nie musicie się martwić, że nałożycie ich zbyt dużo, powstanie jakaś plama. Właśnie z tego powodu są idealne do makijażu dziennego. Przy wieczorowym także się sprawdzą, ale trzeba trochę popracować i dużo nałożyć, co świadczy o niezbyt dobrej pigmentacji. Ma to oczywiście swoje plusy i minusy. 


Bardzo żałuję, że nie za bardzo radzę sobie z robieniem zdjęć makijażom. Uwierzcie, ze bez obrotowego ekranu to dość duże wyzwanie. Możecie za to przyjrzeć się im jeszcze w tym filmie.
W kwestii trwałości narzekać nie mogę. Nie zauważyłam, żeby się przemieszczały, zbierały w jednym miejscu albo ścierały. Niezależnie od tego, czy spędzam szaloną noc w pubie, czy akurat pracuję nad jakimś filmem i cały dzień spędzam w domu. Co istotne, w ogóle się nie osypują. Z tym problemem spotykam się bardzo często i to jedne z niewielu cieni, które nie sprawiają kłopotu. 

Gdybyście potrzebowały małego. wygodnego pudełeczka, w którym znajduje się wszystko, co neutralne i eleganckie, warto na te cienie zwrócić uwagę. Ciężko sobie zrobić nimi krzywdę. Cieszę się, że je dostałam!  

czwartek, 9 kwietnia 2015

Natura Siberica balsam objętość i nawilżenie - mój włosowy ulubieniec


Cześć! Jak to się miło pracuje, kiedy jest takie piękne słonce i zero stresu, że się z niczym znowu nie wyrobię. Zdjęcia od razu ładniejsze, filmy też. Po moim ostatnim lenistwie czas nadrabiać zaległości. Wypadłam trochę z rytmu, nie sądziłam że dzieje się to tak szybko.
Chciałabym wam przedstawić odżywkę, o której zakupie myślałam bardzo długo. Jednak spotykałam się z różnymi opiniami na jej temat i już nie byłam pewna, czy warto wydawać pieniądze.
Balsam objętość i nawilżenie dla włosów suchych, Natura Siberica kupiłam w sklepie z naturalnymi kosmetykami na Natolinie, o którym wspominałam. Zapłaciłam za niego 24zł. Niech was nie zmyli jego 400ml bo jak to w przypadku kosmetyków rosyjskich, jest bardzo niewydajny ze względu na lejącą się konsystencję. Na zapach narzekać nie mogę, poza tym nie jest zbyt istotny, nie utrzymuje się na włosach. Dużym plusem jest aplikacja, wystarczy kliknąć. Wygodne są tego typu opakowania, jeżeli często gdzieś wyjeżdżamy. Na pewno mniejszy postrach sieją takie kosmetyki w walizce.
Działanie? Pamiętajcie, że moje włosy są zdrowe, im dużo nie jest potrzebne. Balsamy i maski, których używam mają służyć głównie zapobieganiu strączkowiu się. Oczywiście jeśli przy okazji busz zostanie dociążony, będę przeszczęśliwa. Tak jest w tym wypadku. Nie mam potrzeby częstego sięgania po szczotkę a włosy mają dość dużą jak na nie objętość. W porównaniu z moim ulubionym balsamem na kwiatowym propolisie wypada świetnie i chyba dołączę go do tych najlepszych kosmetyków. Ma na pewno silniejsze działanie kondycjonujące. Aż chce się po nim dotykać i gładzić włosy. Ja nakładam prawie na całą długość, omijam skórę głowy, zostawiam na kilka minut. Zamierzam za jakiś czas użyć go jako maski. Bardzo polecam! Po tej nieszczęsnej przygodzie z henną jest to jeden z niewielu kosmetyków, który im nie robi krzywdy.

niedziela, 5 kwietnia 2015

Aktualizacja włosów - marzec 2015


Dzisiaj trochę inna aktualizacja, przy okazji spaceru poprosiłam o kilka zdjęć włosów. Światło jak najbardziej naturalne, dobrze oddaje ich kolor. W przyszłym miesiącu na pewno będą nadawały się do podcięcia.


Dalej nie mogę sobie z nimi poradzić po hennie a woda w Oslo wcale mi tego nie ułatwia. Z jednej strony przyklapnięte, z drugiej wciąż przesuszone. Dzisiaj nie suszyłam włosów, tylko kiedy były wilgotne, zebrałam je w kok, stąd delikatne fale.
Jutro wieczorem mam samolot do Warszawy, oby pogoda była równie ładna co tu. Puchatego zajączka! :)

czwartek, 2 kwietnia 2015

Henna naturalna złoty blond - efekty


Opryszczka na ustach, ból gardła i piękna pogoda. Tyle informacji, jeżeli chodzi o Oslo. Na zdjęciach wyżej to jeszcze wcale nie jest aktualizacja, o niej za kilka dni. Dzisiaj efekty farbowania nową henną Khadi dla blondynek. Zdjęcia nie były w ogóle przerabiane Nie jestem jednak pewna, czy oddają efekt, trochę wam jeszcze dopiszę, jakie ja mam spostrzeżenia a uczucia niestety dość mieszane.


Zapłaciłam za nią jakieś 36zł, zatem jest to więcej niż płaciłam zwykle. Jednak, jeżeli dodam wydatki na cytryny, wychodzi podobnie. Kolor trochę się zmienił, jest bardziej rudy. Im dłużej potrzymamy ją na włosach, tym na więcej odcieni czerwieni możemy liczyć. U mnie było to około 40 minut. Cała reszta cudowności, na które liczyłam trochę zniknęła. Owszem, uzyskałam jakąś objętość, chociaż może bardziej napuszenie. Nie mogłam sobie z nim poradzić tydzień. Strączkowanie nie zniknęło, miałam problemy ze zmyciem oleju. Przesuszenie było o wiele dotkliwsze, niż w przypadku henny bezbarwnej. Poza tym mam wrażenie, że włosy stały się niesamowicie matowe.
Mimo wszystko zamierzam wypróbować pozostałe dwie wersje, głównie po to, żeby przedstawić wam efekty. Żadna z nich nie rozjaśnia włosów. Za jakiś czas na kanale umieszczę film, gdzie udzielam bardziej szczegółowych informacji.

poniedziałek, 30 marca 2015

Isana Professional, odżywka - Kuracja do włosów z olejkiem arganowym - nie wszystko złoto, co się świeci

Cześć kociaki! Nie myślcie, że zapomniałam o was i blogu. Nic z tych rzeczy. Muszę jednak przyznać, że pozwoliłam sobie na małe lenistwo, trochę miłych rzeczy. Zeszły tydzień był dla mnie niesamowicie przyjemnym i szczęśliwym. Z pełną świadomością stwierdzam, że obudziłam się z tamtego koszmaru. Rozpiera mnie ogromny spokój, razem z energią. Liczę, że wam wiosna przynosi podobne odczucia. Z ogłoszeń jeszcze, w środę wybieram się do Oslo. Życzcie mi spokojnego lotu, proszę. 
Pora przejść do ciekawszych rzeczy, niż słodkie czasy. Chcę wam przedstawić odżywkę, o której blogerki wiele zdążyły już napisać. Jednak uważam, że ja też powinnam. Odżywka Isana Kur Oil Care jest ze mną już na pewno ponad miesiąc. Pierwsze, co muszę pochwalić to zmiana opakowania, wcześniejsze nie zachęcało mnie do próbowania tych kosmetyków. Teraz to taka wygodna i dość ładna tubka. 


Koszt to około 10zł a pojemność 200ml. Wydaje mi się jednak być trochę wodnista, przez co dość szybko ją zużywam. Zapach przyjemny, chociaż na włosach raczej go nie wyczuwam. W kwestii działania, dla moich włosów jest za ciężka. Potrafi stworzyć ładne strączki i niestety nie ma zachwytów.  Nie jest to produkt po który sięgam z chęcią. Poleciałabym ją raczej osobom, które mają trochę podniszczone włosy. Nie wierzę też w jej nieprawdopodobne możliwości regeneracyjne. Próbowałam się nią wspomóc po hennowym suszu, niestety nie poradziła sobie. Podsumowując jest całkiem niezła, ale nie jestem pewna, czy do niej wrócę. Plus to cena i dostępność, myślę że będzie mnie to zachęcało, jeżeli skończy mi się cały arsenał.


sobota, 21 marca 2015

Niedziela dla włosów #6 - szanuj, to co znasz i masz

Niedzieli dla włosów potrzebowałam już w piątek. Z ogólnego zabiegania trochę je zaniedbałam i szybko zaczęły domagać się swojego. Zdecydowałam się na zakup maski z serii, o której już wam wspominałam i się zachwycałam. Wybrałam tylko inną wersję Organic Oil - regeneracja rozdwojonych końcówek włosów, co było błędem i nie mogę go odżałować. Jej cena jest na tyle wysoka, że jeśli nie spełnia wymagań, to serce mocno boli. Płacimy aż 16zł za 90ml maski. 

Na początek oczyściłam włosy szamponem Barwa pokrzywowym. Później nałożyłam na nie powyższą maskę, wymieszaną z łyżeczką spiruliny. Muszę zaznaczyć, że to 30ml, które jest w saszetce, nie starcza mi nawet na pokrycie całej długości. Zostawiłam pod czepkiem na 15 minut po czym spłukałam. Stwierdziłam, że nie będę ich suszyć, zamiast tego kiedy były lekko wilgotne, związałam je w luźnego koczka,


Fale, które widzicie są efektem noszenia tej fryzury przez około dwie godziny. Włosy miały dość dużo objętości i nie strączkowały się, jednak zabrakło dociążenia, które dawała mi tamta poprzednia wersja maski. W końce wtarłam jeszcze olej i stwierdziłam, że właściwie wyglądają ładnie. Tylko nie do końca o to mi chodziło.

Nauczka, żeby kupować sprawdzone kosmetyki i nie wymyślać  ;)