sobota, 21 marca 2015

Niedziela dla włosów #6 - szanuj, to co znasz i masz

Niedzieli dla włosów potrzebowałam już w piątek. Z ogólnego zabiegania trochę je zaniedbałam i szybko zaczęły domagać się swojego. Zdecydowałam się na zakup maski z serii, o której już wam wspominałam i się zachwycałam. Wybrałam tylko inną wersję Organic Oil - regeneracja rozdwojonych końcówek włosów, co było błędem i nie mogę go odżałować. Jej cena jest na tyle wysoka, że jeśli nie spełnia wymagań, to serce mocno boli. Płacimy aż 16zł za 90ml maski. 

Na początek oczyściłam włosy szamponem Barwa pokrzywowym. Później nałożyłam na nie powyższą maskę, wymieszaną z łyżeczką spiruliny. Muszę zaznaczyć, że to 30ml, które jest w saszetce, nie starcza mi nawet na pokrycie całej długości. Zostawiłam pod czepkiem na 15 minut po czym spłukałam. Stwierdziłam, że nie będę ich suszyć, zamiast tego kiedy były lekko wilgotne, związałam je w luźnego koczka,


Fale, które widzicie są efektem noszenia tej fryzury przez około dwie godziny. Włosy miały dość dużo objętości i nie strączkowały się, jednak zabrakło dociążenia, które dawała mi tamta poprzednia wersja maski. W końce wtarłam jeszcze olej i stwierdziłam, że właściwie wyglądają ładnie. Tylko nie do końca o to mi chodziło.

Nauczka, żeby kupować sprawdzone kosmetyki i nie wymyślać  ;)

czwartek, 19 marca 2015

Vicco Vajradanti, czyli sposób na ładny uśmiech


Tak skoro jesteśmy przy naturalnym kosmetyku, muszę wam wspomnieć, że ostatnio zrobiłam dość konkretne włosowe zakupy. Mam nadzieję, że zapas będzie na kilka miesięcy. Niedługo pokażę wam w filmie co moje łapki dorwały. Dzisiaj o proszku, na który długo się czaiłam i kiedy tylko go dostałam to wiedziałam, że nie powinnam się z nim już rozstawać.
Vicco kupiłam w sklepie z naturalnymi kosmetykami, ale jest też dostępny na Allegro. Zapłaciłam za niego 16zł, jego pojemność to 100g. Nie martwcie się, zużycie go wcale nie jest takie proste. Podobnie zresztą jak nałożenie na szczoteczkę albo palec, zawsze część ląduje na umywalce, brudząc ją przy okazji.


Jak go używam? Najpierw myję zęby zwykłą pasta. Następnie na zwilżoną szczoteczkę (kupiłam nową, ponieważ jest niesamowicie brudzący i mam taką, która służy tylko jemu) wysypuję niewielką ilość proszku. Bądźcie ostrożni bo inaczej stworzycie piękne błotko. Nigdy nie udaje mi się masować zębów i dziąseł wystarczająco długo. Moje kubki smakowe bardzo marudzą, więc się po prostu nie katuję. To coś w rodzaju ziół, ale tych niedobrych. Co istotne, używam go tylko raz dziennie, wieczorem. Jeśli zrobicie to rano, będziecie zagrożeni brązowymi śladami. Chyba nie chcecie, żeby ktoś pomyślał, że macie popsute zęby? Z drugiej strony producent nam tu gwarantuje różne cuda.
Na pewno zauważyłam zmniejszoną nadwrażliwość a oprócz tego, zęby mają o wiele ładniejszy kolor. Łatwiej utrzymuje mi się je czyste i po zastosowaniu proszku ma się wrażenie takiego idealnego, dokładnego oczyszczenia. W składzie znajduje się mnóstwo ziół, które mają działanie przeciwbakteryjne, przeciwzapalne czy przyspieszające gojenie Jestem w stanie uwierzyć we wszystko, mimo to że większych problemów oprócz tych z niezbyt ładnym odcieniem nie mam. Koniecznie spróbujcie tego specyfiku, zbiera świetne opinie nie bez powodu. Drogi nie jest a efekty cudowne. Mnie osobiście o wiele lepiej się teraz uśmiecha ;).

niedziela, 15 marca 2015

Róż Bourjois - 54 rose frisson

Nie myślcie, że świadomie zrezygnowałam z mojego ulubionego różu. Nic z tych rzeczy. Po prostu zostawiłam go u mamy, ale już kupiłam bilet na 1. kwietnia, więc niedługo do mnie wróci. Trzeba było radzić sobie jakiś czas inaczej, zatem używałam pomadki. Po pewnym czasie zabawa mi się znudziła. Zdecydowanie aplikacja jej na policzki nie była najłatwiejsza. 

Już od dłuższego czasu chodziły za mną róże Bourjois, jednak trzymałam się faworyta i uważałam, że bez sensu kupować coś nowego, skoro posiadam już ideał. Pewnie nie skusiłabym się na niego, ale skoro nadarzyła się okazja to czemu nie! Nie należą one do najtańszych, dlatego trochę bolało mnie serce, kiedy musiałam zapłacić te 50zł. Wybrałam dosyć delikatny kolor, właściwie zbliżony do romantic z Annabelle Minerals, ten nowy to 54 Rose Frisson

Jedyny problem jaki z nim mam, jest przy nakładaniu. Bardzo ciężko mi się go nabiera. Mam wrażenie, że moje pędzelki mają zwyczajnie zbyt miękkie włosie. Używam tego dołączonego, niestety dość nieprzyjemnego w dotyku aplikatora. Później rozcieram właściwym i wszystko działa. W przeciwnym razie musiałabym kilka razy się bawić. Z tego powodu raczej będę zwolenniczką sypkich róży. Ten za to łatwiej będzie zabrać ze sobą na wyjazd, bez obaw że się rozsypie. 
Na pewno jestem z niego zadowolona. Będzie wydajny i jestem pewna, że starczy mi na jakieś sto lat. Nie zauważyłam, żeby mojej skórze szkodził. Poza tym pięknie pachnie. Z trwałością problemów nie ma i kolor także mi odpowiada. Teraz przeczytałam, że można używać ich między innymi jako pomadek, spróbuję i pokażę wam w kolejnym poście, czy efekt jest wart zachodu. 

Różowej niedzieli :)! 

czwartek, 12 marca 2015

Aktualizacja włosów - luty 2015

Jestem zupełnie spóźniona z aktualizacją włosów i właściwie za chwilę powinna już pojawić się na kanale. Powód w ogóle nie jest dramatyczny, po prostu zapomniałam. Włosy mają się całkiem nieźle, jeżeli mam być szczera to spodziewałam się gorszego widoku i postrzępionych końcówek a tu piękna niespodzianka.


Kupiłam kilka nowych kosmetyków, które fajnie mi się sprawdzają, opowiem wam w filmie o nich. Zdecydowanie powinnam dosuszać włosy, wtedy są proste i dobrze się układają. Podejrzewam, że do fryzjera wybiorę się w maju, chociaż już sobie planowałam na kwiecień.
Nie wypadają, za to rosną jak szalone po oleju IHT9. Może dzięki niemu wreszcie uda mi się osiągnąć tę wymarzoną, stałą i przede wszystkim zdrową długość, do talii.

Wasze włosy też dobrze, czy wiosenne wypadanie dopadło?


wtorek, 10 marca 2015

Pharmaceris H - skoncentrowany szampon wzmacniający do włosów osłabionych


Dzisiaj mi porządnie przygrzało w głowę rano. Pięknie, że już robi się tak ciepło. Wreszcie przestaję wyglądać jak kloszard. Samopoczucie od razu lepsze, chociaż przyznam wam, że zdarzają mi się chwilowe kryzysy, ale już w miarę wszystko stabilnie. Wracam do siebie i odzyskuję wiarę.
Ten szampon już pewnie znacie, być może nawet ode mnie. Przewijał się tu kilka razy, na kanale chyba też. Sięgam po niego ostatnio najczęściej. Mimo to, że skład mnie jakoś nie zachwyca to działa świetnie. Mowa o skoncentrowanym szamponie wzmacniającym do włosów osłabionych, Pharmaceris H.


Ten kolor to mi trochę moje ulubione piwo przypomina, może dlatego dobrze się używa. Pachnie dość chemicznie, niekoniecznie lubię tę woń. Na włosach raczej nie zostaje albo ja się dostatecznie na tym nie skupiam. Cena za 250ml to 24zł. Ja akurat swoją buteleczkę dostałam razem z całą paką innych cudowności. Nie zmienia to faktu, że po pierwsze nie zauważyłam po nim żadnego wysuszenia włosów a zdarzało się po szamponach z SLES. Świetnie zmywa oleje, nie mam poczucia, że coś jeszcze przydałoby się domyć. Nie strączkuje włosów, za to ładnie je wygładza. Stają się po nim przyjemne w dotyku i lejące. Z wydajnością całkiem nieźle bo dobrze się pieni.
To na pewno kosmetyk, na który warto zwrócić uwagę, ja pewnie jeszcze do niego wrócę, chociaż nie mogę przypiąć mu łatki ulubieńca.

niedziela, 8 marca 2015

Niedziela dla włosów #5 - zapach na randkę


Moje włosy ostatnimi czasy dość często dostają dobre rzeczy. Wynagradzam im stres i tydzień codziennej stylizacji. Wyglądają zatem całkiem nieźle, chociaż dzisiaj trochę przymarudziły. Teraz po całym dniu biegania wyglądają nawet lepiej, niż na zdjęciach. Po prostu się same dociążyły i trochę rozprostowały. Baranki po papilotach jakoś nigdy mnie nie pociągały.

Wciąż do mycia wybieram skoncentrowany szampon wzmacniający do włosów osłabionych Pharmaceris H. Dość szybko go ubywa a szkoda bo bardzo się polubiliśmy. Następnie nałożyłam znaną chyba wszystkim maskę Crema al Latte, na około 15minut pod czepek. To kosmetyk, który trochę przeciąża moje włosy, ale nie nałożyłam go bez powodu. Cały zabieg wykonałam wieczorem z zamiarem spania w papilotach. 


Czekam aż włosy będą naprawdę delikatnie wilgotne i nawijam grube pasma na papiloty. Akurat te niestety mają druty i są trochę zmaltretowane, muszę zatem uważać, żeby nic się w nie nie zaplątało. Zostawiam je na całą noc i rano po zdjęciu obowiązkowo przeczesuję grzebieniem. To czesanie uskuteczniam jeszcze kilka razy w ciągu dnia. Lubię też nałożyć niewielką ilość oleju kokosowego dla ograniczenia puszenia się. Czasem coś źle nawinę, później odstaje, czego nie znoszę.

Co do maski, którą wam pokazałam, polecam użycie przed randką. Włosy pięknie po niej pachną i zawsze długo ten zapach czuję :). Wszystkiego dobrego dla kobiet!

piątek, 6 marca 2015

Szybki sposób na opryszczkę - Sonol i Tormentiol

O opryszczce zdarzyło mi się już mówić. Jeżeli chcecie dowiedzieć się kilku ciekawych rzeczy to zapraszam do obejrzenia tego filmu. Wciąż uważam, że jest to jeden z moich najlepszych i rzadko czułam się tak świetnie przygotowana. Zdecydowanie wirus herpes simplex należy do moich ulubionych. Z czego wynika to zainteresowanie? Sama go w sobie noszę, od kiedy tylko pamiętam. Wiele razy miałam także problem z gojeniem się wykwitu i kiedy poszłam na studia postanowiłam samodzielnie zająć się tematem. W końcu najłatwiej mówi się o tym, czego samemu się doświadczyło. 
Mała powtórka, dla tych, którzy nie mają ochoty oglądać filmu. Opryszczką zarażamy się przez bezpośredni kontakt. Utajony wirus siedzi w komórkach nerwowych, czekając na odpowiedni moment. Wykwit może się pojawić przy osłabieniu organizmu, stresie, przegrzaniu, oziębieniu (lista jest naprawdę długa). Jest bolesny, wygląda niezachęcająco i nie jest tak łatwo się go pozbyć. Nawet jeżeli zniknie opuchlizna, pojawia się strup. Niekończąca się zabawa. 
Na pierwszym zdjęciu widzicie najnowsze odkrycie. O płynie Sonol czytałam jakiś rok temu, ale zupełnie o nim zapomniałam. Ostatnio, kiedy pojawiło się u mnie mrowienie i wiedziałam już, co mnie czeka, postanowiłam go kupić. Zapłaciłam może 8zł. Używa się go przyjemnie, chociaż według mnie aplikacja jest trochę niehigieniczna. Nakładanie bezpośrednio na opryszczkę nie wydaje mi się dobrym pomysłem, dlatego nabierałam płyn na czysty palec i dopiero smarowałam. Świetnie wysusza, poza tym jest przezroczysty. Można go używać nie tylko w domu, nie brudzi. Pachnie mentolem, jest naprawdę skuteczny. Używam go w ciągu dnia. 


O Tormentiolu już kiedyś wspominałam. Świetnie radzi sobie z wypryskami, gasi je w jedną noc. W moim poprzednim poście możecie dowiedzieć się więcej. Tutaj zaznaczę, że po takiej nocnej przychodzie opryszczka nie jest już bardzo widoczna, nie boli i ładnie się wysusza. Problem z tym specyfikiem wynika z jego brązowawego koloru, przyjemny dla otoczenia nigdy nie będzie.

Zasadą numer jeden, z którą sama mam problem jest: nie dotykać! Najlepiej zostawić paskudę w spokoju, pamiętać o regularnym smarowaniu. Uwierzcie mi, że te dwa produkty pomogą bardzo szybko. Oczywiście pod warunkiem, że nie będziecie się w tych dotkliwych miejscach macać. Ja ostatnio postanowiłam zainwestować w lek, przeciwko opryszczce. Zobaczymy na jak długo będę miała spokój. Trochę skończyła mi się cierpliwość a jednak u mnie wirus ma ostatnimi czasy duże pole do popisu.