wtorek, 27 stycznia 2015

Essence Longlasting Lipstick, jako róż


Zawsze czegoś zapomnę, kiedy się pakuję. Tym razem zostawiłam w Oslo mój ulubiony róż i jedyny, który miałam w domu. Odkryłam to oczywiście w momencie, kiedy był wieczór a ja szykowałam się na imprezę sylwestrową. Przyjrzałam się moim pomadkom, wybór padł na tę i do teraz służy mi w tym celu.


O Essence Longlasting Lipstick 06 już wam kiedyś pisałam. Daje bardzo ładny i naturalny odcień ustom. Okazało się, że jest to też niesamowicie podobna do mojego ulubionego różu z Annabelle Minerals. To również coś delikatnego, ale podkreślającego urodę.


Jedyny problem, jaki mam to rozcieranie jej po policzku. Wcale nie idzie łatwo i trochę muszę się napracować, żeby nie było widać smug. Mimo to uważam, że warto spróbować, zwłaszcza że cena pomadki to około 10zł. Nie mam żadnych zastrzeżeń co do trwałości. Myślę, że nikt nie domyśliłby się, że używam czegoś innego, niż zwykle :)


piątek, 23 stycznia 2015

Eyeliner Eveline, czyli kreska w kilka sekund - pierwsze wrażenie

Hej! Dzisiaj o kosmetyku, który zachwycił mnie od pierwszego użycia, dlatego od razu postanowiłam wam dać o nim znać. Zapewne później pojawi się jakaś recenzja na kanale, ale póki co moje wrażenia z początków używania. Bardzo pozytywne i nagrzane! 

O eyelinerze z Eveline słyszałam wiele razy. Nigdy się na niego nie skusiłam bo zawsze miałam jakiś zapas. Mam go także obecnie, ale Aliss mnie przekonała i jestem niesamowicie zadowolona. 
Po pierwsze, aplikacja jest tak łatwa, jak tylko być może. Poważnie. Nigdy nie robiłam sobie kresek szybciej i bardziej precyzyjnie. Po prostu wyciągam pędzelek, dwa ruchy i jest. Niczego nie muszę myć, żadnego babrania się. Nie zostawia smug, wystarczy jedno pociągnięcie dla uzyskania genialnego koloru. 

Ze względu na niską cenę (zapłaciłam 10zł w Hebe), polecam każdemu, kto rozpoczyna swoją przygodę z kreskami. W razie czego dużo pieniędzy nie stracimy a nauczyć się naprawdę można ;)

wtorek, 20 stycznia 2015

Porównanie dwóch rosyjskich balsamów: puszystość i lekkość

Hej! Dzisiaj chciałabym porównać dwa produkty, które w zamyśle producenta mają podobne działanie. W ogromnej ilości kosmetyków rosyjskich łatwo się zgubić, dlatego przedstawię wam moje wrażenia na temat tych dwóch balsamów. 
Balsam Agafii 'Puszystość i lekkość'(ten jaśniejszy) ma 350ml, za to balsam na kwiatowym propolisie  600ml. Oprócz tego, że drugiego jest więcej, to i wydajność jest lepsza. Obie konsystencje są dość lejące, jednak w przypadku Balsamu Agafii, dosłownie przelewa się przez palce i czasem więcej wyleję go do wanny, niż na włosy.
Co do opakowań, wygrywa czarna wersja. Dozownik wystarczy kliknąć i wziąć odpowiednią ilość. Balsam Agafii się odkręca, nie uświadczymy aplikatora. Ponownie pojawia się kwestia marnowania kosmetyku. 
Zapach ani jednego, ani drugiego nie przypadł mi do gustu, na szczęście na włosach się nie utrzymują. Za większy zapłacimy około 27zł, za mniejszy 15zł


Żadnego z nich nie nakładam na skórę głowy, trochę boję się ilości ekstraktów. Natomiast producent nam to sugeruje, może warto spróbować. Działanie na włosy? Oba zapobiegają strączkowaniu się i sprawiają, że fryzura ma więcej objętości, jest puszysta. Nie mogę się tym jednak zbyt często cieszyć, ponieważ włosy niesamowicie szybko przyzwyczajają się do nich i po pewnym czasie zwyczajnie potrzebują dociążenia. Polecam je osobom z włosami niskoporowatymi, zdrowymi i przyklapniętymi. Nie jestem pewna, czy sprawdzą się przy innym typie. Obawiałabym się, że mogą trochę przesuszyć i napuszyć.
Wracam do balsamu na kwiatowym propolisie i zdecydowanie w tym zestawieniu wygrywa. Nie inwestowałabym w ten pierwszy. Jest w porządku, ale czarna wersja działa zdecydowanie intensywniej. Należy tylko zostawić je na włosach kilka minut aby dać szansę zadziałać.

Balsam na kwiatowym propolisie to mój ulubieniec od dłuższego czasu i każdego z podobnymi włosami bardzo zachęcam do wypróbowania :)

sobota, 17 stycznia 2015

Olej z marakui - najlepszy w walce z przebarwieniami


Hej! W moim ostatnim poście, dałam wam znać, że olejowanie twarzy niesamowicie pomogło mi w walce z przebarwieniami. Chcę wam teraz pokazać produkt niesamowity, który poleciła mi Paulina i wiem, że bez niego nie będzie już pielęgnacji. Olej z marakui genialnie wpłynął na stan mojej cery i dawno nie miałam aż tak udanego zakupu.

Używam go od około miesiąca. Tak, można mi zarzucić, że to jeszcze za krótko i powinnam się trochę wstrzymać. Jednak uwierzcie mi, odkąd tylko mam go w szafce, nie było dnia bez wyciągnięcia rąk po niego. Jego delikatny zapach w ogóle nie przeszkadza, w zasadzie jest prawie niewyczuwalny. Konsystencji oleju nie będę opisywać, chociaż koniecznie muszę wspomnieć o szybkości wchłaniania. Często przy nakładaniu takich kosmetyków na twarz pojawia się problem brudzenia pościeli, tłuszczenia włosów. W tym wypadku, absolutnie nie. Ledwo zdążę go nałożyć i już nie muszę się martwić o niedoprane materiały. Czuć go na twarzy, ale nie daje tego tłustego efektu. Za to nawilżenie ogromne. 

Obietnice producenta, które widzicie na powyższym zdjęciu z czystym sercem potwierdzam. Nawet nie spodziewałam się tego, co nastąpiło. Moja cera wyrównała się, nie tylko jej koloryt. Ogólnie jest o wiele bardziej gładka i nie towarzyszy mi uczucie ściągnięcia, niezależnie od tego, czy akurat robię sobie dzień oczyszczania z korundem. Wypryski pojawiają się już od jakiegoś czasu bardzo rzadko, na szczęście znikają też szybko. Myślę, że olej w dużej mierze się do tego przyczynia. 
Co mogę nasłodzić więcej? Pomógł mi z przebarwieniami, rozjaśnia i wyrównuje skórę. Nigdy więcej specjalnych kremików na przebarwienia. Tutaj idealna metoda. Wcale nie taka droga bo zapłaciłam za niego około 30zł, za 30ml. Tak jak wspomniałam, używam codziennie a mimo to jeszcze ponad połowa została w opakowaniu. Kupiłam go oczywiście w Internecie. Polecam i zachęcam! Musicie spróbować a jak wam nie przypasuje, to przyjmę z chęcią :)

poniedziałek, 12 stycznia 2015

Annabelle Minerals - podkład rozświetlający


Hej! Jak wiecie jestem fanką podkładu Annabelle Minerals. Są one przede wszystkim bardzo wydajne a jak już się skończą, to przy każdym nowym zamówieniu możemy liczyć na próbkę. Bardzo to pomocne, kiedy chcemy wybrać coś nowego. Zwykle dostawałam podkłady niesamowicie ciemne ale ostatnio dwa razy trafił mi się ten, który powinien mi kolorystycznie odpowiadać i w innej wersji.
Używam wersji matującej Beige Fairest*, no ale skoro trafiła się rozświetlająca to czemu nie!

Ma naprawdę drobne drobinki, dzięki czemu nie będziemy od razu kulą dyskotekową. Tak czy siak trochę mnie zawiódł i chyba cieszę się, że jednak go nie kupiłam bo zmarnowałabym pieniądze. Zwyczajnie nie podoba mi się efekt. Obecnie nie potrzebuję właściwie krycia a wyrównania kolorytu skóry. Liczyłam oczywiście na rozświetlenie i taką zdrowo wyglądającą buzię. Niestety po nałożeniu wydaje mi się, że wyglądam na zmęczoną i jakąś brudną. 


Ściera się dużo szybciej niż wersja matująca. Co za różnica wobec tego brudnego i nieładnego efektu. Jakie są wasze wrażenia? Ja zostanę już wierna tej mojej wersji, chyba nie ma sensu uszczęśliwiać się na siłę :)




*przez pomyłkę zrobiłam zdjęcia opakowania wersji Beige Light, ale tesotwana była Beige Fairest i użyta jest też na twarzy. 

sobota, 10 stycznia 2015

Aktualizacja włosów - grudzień 2014

Kiepsko ze światłem ostatnio. Albo kiepsko ze wstawaniem, wolne tak mnie rozleniwiło, że najwcześniej budzę się koło 11. Zupełnie nie potrafię z tym wygrać.
Co tam u włosów? A bardzo dobrze. Byłam u fryzjera i dzięki cięciu trochę ozdrowiały, nabrały kształtu.


Końce znowu są zbite, gładkie i zdrowie. Co za przyjemne uczucie. Teraz pozostaje o nie bardzo dbać i zapuszczać do talii. Poszło jakieś 4cm, więc myślę że w marcu odzyskam swoją długość.

Jeśli chcecie się przyjrzeć im, to zapraszam na Instagram. Dodałam tam dwa zdjęcia, w prawdzie robione telefonem, ale ładnie widać kształt. Za jakiś czas napiszę o mojej nowej fryzjerce i wizycie.

piątek, 9 stycznia 2015

Walka z przebarwieniami #5 - olejowanie pomaga


Hej, hej! Trochę się poleniłam, ale właściwie dopiero wczoraj przestało mnie zupełnie boleć gardło. Do teraz nie wiem o co mu chodziło. Dzisiaj chciałabym wam pokazać, jak mają się moje przebarwienia. Mimo to, że nie używam nic specjalnego, co mogłoby je ponaprawiać, jest całkiem dobrze.


Te dwa punkciki, które widzicie na zdjęciu z 'po' to bardzo świeża sprawa. Mam wrażenie, że skóra znacznie lepiej regeneruje się dzięki olejowaniu. Wcześniej wszelkie przebarwienia siedziały mi na twarzy o wiele dłużej. Obecnie nie mam potrzeby nakładania podkładu. Raczej nic nie widać, chyba że ktoś bardzo chce się przyglądać i coś dostrzec. Do ideału trochę brakuje, jednak myślę że to kwestia czasu aż się wszystko porządnie wyrówna.
Idę w dobrym kierunku, widzę że taka pielęgnacja jej służy. Wam również polecam spróbować olejowania, nie spodziewałam się, że tak bardzo jej pomoże. Za jakiś czas na pewno napiszę o tym post :)