niedziela, 14 grudnia 2014

Niedziela dla włosów #2 - tym razem się udało


Yay! Wreszcie się udało. Ostatnio za każdym razem, kiedy robiłam zdjęcia na bloga i chciałam, żeby włosy wyglądały ładnie to robiły mi na złość. A tu proszę, brakowało po prostu protein. Objętość utrzymywała się cały dzień. Nie musiałam ich nawet czesać bo się nie strączkowały. Aż żal było myć!



Co zrobiłam? Oczyściłam je szamponem Ziaja a następnie nałożyłam maskę Pilomax, do której dodałam pół łyżeczki sproszkowanej spiruliny. Wybrałam tę maskę, ponieważ nie zauważam jej większego działania na włosy i ma dość ubogi skład, zatem jest idealna do doprawiania.

Mieszankę złożoną ze spiruliny i maski nałożyłam na mokre włosy w dość dużej ilości i zostawiłam na ponad 10minut.

Mimo to, że oczu nie cieszy, działa świetnie. Kiedy włosy były już wilgotne, zrobiłam sobie koczka na środku głowy. Wzięłam bardzo delikatną i luźną gumkę, ponieważ w przeciwnym razie bardzo boli mnie skóra głowy. Położyłam się spać i rano rozpuściłam włosy. Były bardzo dociążone, gładkie no i co od razu widać puszyste. Liczę, że uda mi się jeszcze taki efekt uzyskać bo byłam bardzo zadowolona. 


wtorek, 9 grudnia 2014

Max Factor,False Lash Effect Fusion


Cześć! Dzisiaj trochę o tuszu Max Factor, który zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie. Byłby chyba moim ulubionym, gdyby nie jego cena. Koło 50zł za tusz to jednak za dużo.
Obecnie moje rzęsy wróciły do swojego zwykłego stanu. Odstawiłam wszelkie odżywki. Potrzeba zatem coś dobrego, żeby wyglądały chociaż nieźle. Moja mama kupiła mi go, kiedy była jeszcze promocja w Rossmannie i jestem pewna, że jeżeli taka okazja się powtórzy to skorzystam ponownie.


Jego szczoteczka bardzo ładnie rozdziela rzęsy, ani razu nie udało i się ich jakkolwiek skleić.Jest całkiem poręczna, więc nie pakuję sobie jej do oka i nie brudzę powieki (przy moim ostatnim tuszu nagminnie tego dokonywałam).
Chciałam wam zrobić dokładne zdjęcie na rzęsach, ale wykonanie go samodzielnie bez obracanego ekranu graniczny z cudem. Musicie mi trochę uwierzyć na słowo. Efekty daje cudne, nawet na zupełnie przeciętnych rzęsach.


Nie zauważyłam żadnego osłabienia rzęs ani żeby tusz zmieniał swoją konsystencję. Wydaje się być dokładnie taki sam, jak wtedy kiedy użyłam go po raz pierwszy. Nie osypuje się, nie kruszy. Bardzo to doceniam po przygodzie z poprzednim. Zdarzało mi się wieczorem chodzić jak panda.
Jest warty uwagi i naprawdę bardzo dobry. Szukajcie w promocji! Ja również będę ;)

niedziela, 7 grudnia 2014

Coś dla bladych - Multifunkcyjny krem antybakteryjny BB


Cześć! Jestem w bardzo dobrym humorze po wczorajszym Orange Video Fest. Bardzo dziękuję za obecność i zawsze bardzo się cieszę, kiedy do mnie podchodzicie. Dzisiaj z Juszes rozmawiałyśmy o kolejnym 'Babskim Youtube', myślę że zorganizujemy spotkanie w przyszłym roku.

To zdjęcie na górze, przedstawia kosmetyk, który jest o tyle niesamowity, że ma bardzo jasny odcień. Wiecie, że do tej pory znalazłam tylko dwa podkłady drogeryjne, które nie robią ze mnie pomarańczki? Multifunkcyjny krem antybakteryjny BB nie był przeze mnie używany często. Acz już na początku nastawiłam się bardzo pozytywnie do niego, brawo Under Twenty.


Nie potrzebuję dużego krycia. Zazwyczaj wystarczy jedna warstwa Annabelle Minerals, żeby przykryć moje przebarwienia. Oczywiście nie jest idealnie, ale na pewno lepiej niż w tym przypadku. Chociaż kosmetyk ładnie wyrównuje koloryt skóry, to nie spełnia moich oczekiwań. Dużo lepiej radzi sobie z krostkami, przynajmniej na początku. Niestety dość szybko się ściera i odsłania moje prawdziwe oblicze. Najpierw czoło i nos, później broda. Ogólnie nie ma szans, żeby wytrzymał cały dzień na buzi. Ja dodatkowo zawsze go przypudrowuję, chociaż ponoć ma już ten puder w sobie.
Naturalny wygląd? Nadaje. To lekko satynowe wykończenie, bardzo ładne. Czy nawilża? Tak, bardzo dobrze sobie z tym radzi.
Ja jednak nie potrafiłabym używać go codziennie, za bardzo jestem przyzwyczajona do minerałów. Po nałożeniu odczuwam, że coś jest na mojej twarzy, nie przepadam za tym. Krem często zbiera mi się w linii smutku i cały czas myślę, czy to się właśnie nie stało. Nieznośny dyskomfort.


Ogromnym plusem jest wydajność i cena. Wystarczy niewielka ilość, żeby pokryć całą twarz. Kosztuje 15zł za 75ml, co jestem pewna wystarczy na niesamowicie długo. Poza tym jest łatwo dostępny. Muszę jeszcze zaznaczyć, że potrafi uwydatniać suche skórki. Nawet te, o których nie miałyście pojęcia.

Dla kogo? Dla bladych dziewczyn, które nie mają problemów z cerą i nie chcą wydawać dużych pieniędzy. Może na większe wyjście, żeby skóra wyglądała bardziej świeżo. Służy mi od czasu do czasu, kiedy nie nocuję w domu i wygodniej mi wklepać coś palcami, niż zabierać pędzel. Był obiecujący, ale pozostanę wierna minerałom.

czwartek, 4 grudnia 2014

Aktualizacja włosów - listopad 2014


Dzisiaj wyjątkowo w terminie aktualizacja włosów. Chociaż przyznam trafił się bad day hair a ponieważ za chwilę wychodzę to zastanawiam się co tu z nimi zrobić, żeby nie wyglądały wstrętnie. Postrączkowały się, są przyklapnięte. Jak na złość!


Właściwie codziennie wyglądały dobrze. Dzisiaj zostawiłam je do samodzielnego wyschnięcia i to był błąd. Bardzo widoczne stały się przerzedzone końcówki. Zatem nigdy więcej takiego lenistwa! Coraz bardziej woła mnie fryzjer, chociaż trochę szkoda bo sięgają już prawie do talii. Jednak jako zwolenniczka regularnego podcinania powinnam była to zrobić już dawno. Teraz tylko znaleźć dobrego fryzjera w Warszawie, który nie kosztuje milion monet. Polecicie kogoś? :)

poniedziałek, 1 grudnia 2014

Delikatne oczyszczanie twarzy - pianka Coslys

Hej! W ostatnim poście pokazałam wam piankę Coslys. Przez ostatni miesiąc to głównie jej używałam do oczyszczania mojej skóry. Na co muszę od razu zwrócić uwagę, to wydajność. Wystarczy niewielka ilość pianki, żeby naprawdę dokładnie oczyścić skórę. Ma 150ml, kosztuje 45,99zł. Tak jak obiecuje producent, produkt radzi sobie świetnie z demakijażem. (Przetestowane podczas jednej z tych nocy, kiedy marzy się tylko o tym, żeby znaleźć się w łóżku a wcześniej stroiło się dwie godziny do wyjścia.)
Naprawdę ładnie pachnie różami, uwielbiam ten zapach. Woda różana jak wiecie, jest już od dłuższego czasu obecna w mojej pielęgnacji i zwracam uwagę na kosmetyki tego typu.

Co do składu, zawiera delikatne składniki myjące. Na początku znajdziemy także glicerynę, która może zapychać. Nawilżający sok z aloesu, według mnie to ogromny plus. Szkoda, że tytułowa woda różana jest dopiero gdzieś w środku. 
Dodam, że bardzo lubię produkty z tego typu aplikatorem. Tworzą piankę, więc już prawie cała praca zostaje za mnie wykonana. Zabiorę ją ze sobą do Norwegii, dlatego że w walizce nic się z nią nie stanie. Przykryta plastikowym wieczkiem na pewno nie zacznie się rozlewać po kosmetyczce. 
Jak już wspomniałam, skóra po jej użyciu jest świetnie oczyszczona, ale nie przesuszona. Sprawdzi się u osób z suchą i wrażliwą skórą. Sama od jakiegoś czasu stosuję tylko delikatne kosmetyki do mycia buzi i uważam, że odpowiada to za obecny bardzo dobry jej stan.

Możecie ją dostać w sklepie internetowym www.matique.pl/. Mają tam dość nietypowe kosmetyki ;) 


piątek, 28 listopada 2014

Jak oczyszczam skórę?

Hej! Dzisiaj wychodząc z domu, zastanawiałam się, czy tylko mnie jest tak zimno. Pomyślałam nawet, że popsuł mi się system ogrzewania. Tak czy siak, moja zimowa stylówa już zapanowała. Jeżeli spotkacie kloszarda w śniegowcach i zielonej czapie, to zapewne ja. 

Dzisiaj chciałabym wam napisać, czego używam do oczyszczania skóry. Jest to najważniejszy element mojej pielęgnacji, który sprawia, że buzia wygląda całkiem dobrze po ponad roku zmagań. Możecie dojrzeć na pierwszym zdjęciu to, o czym mówię w filmach. Zostały jedynie przebarwienia. 

Do codziennego mycia używam tylko delikatnych kosmetyków. Po eksperymentach z mocniejszymi detergentami, uświadomiłam sobie, że to nie dla mnie.

Różowa buteleczka to pianka Coslys. Niedługo poświęcę jej osobny post, ponieważ na pewno jest kosmetykiem wartym uwagi. Ma bardzo ładny skład i przyjemnie się jej używa. Nie wysusza skóry a świetnie oczyszcza. Poza tym uwielbiam pianki, może to dlatego chętnie ją stosuję.

Żel tymiankowy Sylveco poleciła mi pani w sklepie. Wcześniej nigdy o nim nie słyszałam, jednak spodobał mi się prosty, krótki i delikatny skład. Cena jest o wiele korzystniejsza, niż w przypadku pianki a myślę, że działanie dość podobne. Chociaż przyznam, że zdecydowanie wolę różany zapach Coslys.


Na żelu codzienne oczyszczanie się nie kończy. Nieodłącznym elementem mojej pielęgnacji już od września jest Foreo Luna. Urządzenie, które w znacznym stopniu zniwelowało u mnie zapchane pory. Te zamknięte i otwarte. Poza tym niesamowicie wygładza skórę. Niebawem więcej na kanale. Cena odstrasza, ale nie wyobrażam sobie mycia twarzy bez Foreo. Teraz planuję zakupić to cudo mojej mamie.


Na koniec peelingi. Wydawało mi się, że moja skóra jest wciąż zabrudzona, z tego powodu każdego dnia sięgałam po żele z silnymi środkami myjącymi. Jak wiecie, nic dobrego te zachowania nie przyniosły. Po małej przygodzie z peelingiem Planeta Organica, przyszedł korund. Stosuję go jakieś dwa razy w tygodniu i jest zbawienie. Zaskórniki zamknięte, które tak bardzo mi dokuczały, poznikały. Czoło jest już prawie gładkie a użycie później jakiegoś oleju do twarzy albo mocno natłuszczającego kremu, powoduje że rano skóra wygląda na wypoczętą o wiele zdrowszą i zadowoloną.
Korund mieszam z Under Twenty, Multi Cleanser 5 w 1. Swoją drogą tego kosmetyku używam także do masażu. Nikt jeszcze na niego nie narzekał. Nie mogłabym na pewno nakładać go codziennie. Dwa razy w tygodniu w połączeniu z korundem, daje genialną mieszankę.

To wszystko! Oczywiście w mojej szufladce znajdą się jeszcze jakieś zabawki, ale te są najbardziej warte uwagi. Do listy dołączyłabym jeszcze żel z Pharmaceris, chociaż ze względu na zapas nie mam zamiaru go póki co kupować.

Może znacie jakieś inne delikatne żele? Piszcie!

poniedziałek, 24 listopada 2014

#1 Niedziela dla włosów - przesadziłam z dobrociami

Witajcie! Dzisiaj moja pierwsza niedziela dla włosów i mogę od razu napisać, że co za dużo to niezdrowo. Na pierwszym zdjęciu może jeszcze tego nie widać, ale zdecydowanie przesadziłam.

Włosy umyłam szamponem receptury babuszki Agafii na kwiatowym propolisie. Następnie nałożyłam mydełko Sesa od skóry głowy do połowy długości włosów, ponieważ liczyłam na zwiększenie objętości.


Jak szaleć to szaleć, końce wysmarowałam maską Seboradin z naftą kosmetyczną. Nałożyłam czepek, później ręcznik i przez jakieś pół godziny chodziłam z mieszanką na głowie.


Po spłukaniu umyłam włosy niewielką ilością szamponu, którego użyłam wcześniej. Kiedy nakładam mydełko Sesa, ponowne mycie jest niezbędne. Jak się skończyło? Myślę, że na zdjęciu już trochę widać. Włosy zyskały nie tyle objętość, co niestety się napuszyły.


 Mimo nałożenia silikonowego serum, mam problem z uporządkowaniem ich. Oto nauczka na przyszłość, żeby nie być zachłanną na objętość.

Liczę, że wam poszło lepiej :)