niedziela, 20 lipca 2014

Gran Canaria, czyli nie opalam się, chociaż nie mam nic przeciwko

Witajcie! Dzisiaj chciałam pokazać wam kilka zdjęć z Las Palmas. Jest to miejsce zupełnie urocze. Nawet dla kogoś jak ja, kto nie lubi słońca i wysokich temperatur. Upał w ogóle nie dokucza, wieczorami jest nawet trochę chłodno. Oprócz tego palmy, ocean i pyszne jedzenie. Raj! Jeżeli jesteśmy przy jedzeniu, to uwierzcie mi, że po prawie roku pobytu w Warszawie jestem aż zdziwiona, taka ilość to dla mnie chyba nowość. 
Lot był bardzo długi bo trwał  6 godzin, dodając ten z poprzedniego dnia wychodzi 7,5. Za dużo wrażeń. Słabo mi na myśl o powrocie.
Mam pierwszy raz za granicą problemy z językiem. Okazuje się, że tutaj większość ludzi bardzo dobrze mówi po niemiecku, natomiast angielski jest dla nich wyzwaniem. Mimo to, że długo uczyłam się niemieckiego, to po roku nie używania go w ogóle, mam problem. Przyzwyczaiłam się do angielskiego i teraz wielce zdziwiona.
Nie tylko ja jestem taka biała, widuję mnóstwo ludzi wyglądających podobnie. Dzisiaj nawet się trochę przypaliłam, na czerwono bo jakżeby inaczej. Acz nie sądzę, żebym zdążyła się opalić. Moja skóra najwyraźniej odbija promienie bo nawet zaprzestałam smarowania się często i grubą warstwą kremu.

Jestem naprawdę szczęśliwa i wdzięczna, mogąc tu być. Spędzamy świetny czas. Mnie się mimo wszystko trochę nudzi już leżenie, dlatego odwiedzam siłownię, basen a za chwilę idę się pobawić aparatem. Vloga dodam już w Polsce, tutaj mam strasznie wolny internet. Wrzucanie zdjęć na serwer trwało wieki, poważnie.

Miałam zamiar dodać sporo więcej zdjęć, niestety wolny Internet mi na to nie pozwala. A do czwartku chodził jeszcze dość dobrze. W kolejnym poście na pewno powklejam więcej bo będę już w domu ;)


Czytaj dalej

czwartek, 17 lipca 2014

Hair Medic, ratunek dla wypadających włosów?


Cześć! Tak jak was informowałam na facebooku, bezpiecznie dotarłam na Gran Canarię. Dzisiaj pół dnia przesiedzieliśmy nad oceanem, więc stwierdziłam że pora chwilę odpocząć od słońca. Jest jak w raju, ale więcej napiszę w kolejnym poście i pokażę wam także zdjęcia. 
Dzisiaj o produkcie, który testowałam tak dokładnie, jak tylko się dało. Dlaczego? Ze względu na jego cenę. Kosztuje aż 397zł, co czyni go najdroższym kosmetykiem, którego używałam. Nie chciałam czegoś przeoczyć, więc recenzja będzie maksymalnie dokładna i zachęcam do zapoznania się, w szczególności jeżeli macie problemy ze skórą głowy. Tonik Hair Medic dostałam w ramach współpracy.


Ja aplikowałam kosmetyk dwa razy dziennie. Raz rano, przed myciem i później wieczorem. Jest to zupełne minimum, które zaleca producent, najlepiej byłoby pięć razy dziennie. Ja jednak zwyczajnie nie dałabym rady. Dlaczego? Moje włosy niesamowicie szybko się od niego przetłuszczały i obciążały. O ile świeżo po myciu je usztywniał i unosił, tak już wieczorem doprowadzał do zupełnego przyklapnięcia. Ma też specyficzny, ziołowy i wyczuwalny zapach. Zwracał na niego uwagę mój chłopak, myśląc że to jakiś krem.
W kwestii aplikacji, dołączony jest według mnie najwygodniejszy element, czyli atomizer. Należy uważać mimo to, ze względu na zabarwienie (jakieś takie brunatne), mi się udało pobrudzić dwie białe bluzki. Na szczęście wszystko bez problemu zeszło.
Konsystencja jest zupełnie wodnista, nie stanowi problemu. Ja dodatkowo oprócz wypsikania kosmetyku, wmasowywałam go w skórę głowy, co robię zawsze przy wcierkach.
150ml powinno starczyć na 6 tygodni użytkowania. U mnie ten czas trochę się wydłużył ze względu na częstotliwość stosowania.
Warto zwrócić na niego uwagę chociażby ze względu na skład. Mamy naprawdę mnóstwo ciekawych, nietypowych ekstraktów. Ja sama obawiałam się podrażnienia, za równo ze względu na ekstrakty jak i alkohol, który zazwyczaj powodował u mnie krostki, swędzenie i ogromną niechęć.
Rzeczywiście w ciągu pierwszych dwóch dni drapałam się trochę częściej i dokuczało mi to, później skóra głowy się przyzwyczaiła i wszystko było w porządku.


Co obiecuje producent i jak ma się to do rzeczywistości?

  • chroni włosy - na pewno wydłuża czas wzrostu, więc może się to wiązać z ochroną. 
  • wspomaga ich wzrost - tutaj na pewno i znacznie. W trakcie używania moje włosy rosły naprawdę świetnie. Tym bardziej, że je skróciłam je znacznie i bardzo szybko zauważyłam, jakie znowu są długie. 
  • pomaga wzmocnić korzenie włosów - ma zapobiegać wypadaniu, zatem na pewno. 
  • pogrubia włosy - ciężko mi powiedzieć, teoretycznie ciężko mi to sobie wyobrazić. 
  • nadaje objętość - podczas pierwszej aplikacji rzeczywiście, później u mnie już niestety robi się nieciekawie.
  • zatrzymuje wypadanie - najważniejsze działanie. Rzeczywiście świetnie radzi sobie z wypadaniem. Już po tygodniu stosowania moich włosów wypadała minimalna ilość a pod koniec kuracji prawie w ogóle. Dodam, że używałam go w bardzo gorącym okresie. Po pierwsze byłam w trakcie sesji (u mnie wiąże się to z ogromnym stresem, niejedzeniem, brakiem snu i odpoczynku a wszystko to składa się na wypadanie), zachorowałam i brałam leki przeciwbakteryjne, w chwilę później mocno się przeziębiłam a kaszel po tym epizodzie towarzyszy mi do teraz. Mimo tych wszystkich szalonych wypadków, włosy miały się naprawdę dobrze. Strach pomyśleć, co byłoby gdybym nie używała tej wcierki. 
  • usuwa łupież i nadmierne sebum - co do łupieżu, nie mogę stwierdzić, nie dokuczał mi już bardzo długo. Myślę jednak, że wcierka działa łagodząco. Przetłuszczanie się moich włosów zostało minimalnie złagodzone, teraz po zakończeniu kuracji wszystko wraca do normalnego stanu, ma to jednak związek z moją skórą i hormonami, na to wpłynąć nie potrafię a próbuję już od długiego czasu. Taka natura. 


Podsumowując, jestem bardzo zadowolona. Drażniło mnie jednak to przyklapnięcie i przeciążenie. Moja skóra głowy i włosy mają do tego tendencję, chociaż miałam nadzieję, że w tym wypadku się obejdzie. Jednak cena może odstraszać.Na pewno na siebie nie wydałabym tyle, chociaż ja nie mam ogromnych problemów. Uważam, że może mieć świetne działanie u łysiejących mężczyzn. Będę go polecała takim osobom. Pojawiło się u mnie mnóstwo babyhair. Chyba po raz pierwszy aż tyle, widzę wyraźne zagęszczenie i wszędzie sterczące, sztywne antenki.


Ze swojej strony mam dla was rabat i mam nadzieję, że jeżeli ktoś z was zakupi ten produkt to będzie zadowolony. Czuję się bardzo zobowiązana :)

W kolejnym poście trochę zdjęć z Las Palmas.

Czytaj dalej

sobota, 12 lipca 2014

Alverde, olejek do twarzy z dzikiej róży


Na mojej twarzy w wyniku stresu, gorszego odżywania się, zmian wagi i innych cudów, pojawiły się pierwsze zmarszczki. Właśnie z tego powodu trochę oszalałam na punkcie skóry i stwierdziłam, że tak dalej być nie może. Moją pierwsza myślą było 'Trzeba zacząć olejować'.

Pojawiła się okazja współpracy ze sklepem http://kokardi.pl/. Swoją drogą mają w ofercie mnóstwo niemieckich kosmetyków, które nie są u nas tak łatwo dostępne. To mnie zdecydowanie zachęca. 


Jak widzicie na zdjęciu, olej jest bardzo wygodny w wydobyciu. Przepięknie pachnie różami. Zapach jest długo wyczuwalny, więc to przyjemność nałożyć go na twarz. Kosztuje 18,90zł. Ma jedynie 15ml, jednak nakładałam go jedynie na twarz i zużycie jest minimalne. Moja cera jest wrażliwa, skłonna do wysuszania. Nałożony dwa razy w tygodniu powoduje, że staje się przyjemnie miękka, nawilżona gładka i na trochę pachnąca. Stosuję minimalną ilość na noc, w przeciwnym razie budzę się cała tłusta. Może być używany codziennie.
To piękna kombinacja olejów, warta uwagi. Nie zauważyłam żadnych negatywnych efektów, nie zapycha mnie. Jestem bardzo zadowolona. To moja pierwsza przygoda z olejami i będę ją na pewno kontynuować. Zamierzam zabrać go ze sobą na wakacje.

Teraz uciekam na after po youtubowym spotkaniu. Bardzo dziękuję wszystkim za obecność :) było świetnie!
Czytaj dalej

wtorek, 8 lipca 2014

Essence, Longlasting Lipstick 06


Cześć, dla mnie robi się już za gorąco. Powoli zaczynam marudzić na temperaturę. Aż jestem ciekawa jak będę znosiła to na Gran Canarii. Swoją drogą zamierzam publikować tu co ciekawsze zdjęcia. Pożalę się jeszcze, że czeka mnie łącznie 5 godzin lotu w ciągu dwóch dni i jestem przerażona, nie znoszę latać. Jednak wycieczka zapowiada się świetnie, więc powinnam przetrwać.


Dzisiaj o kolejnej pomadce, ostatnimi czasy kupuję głównie je. Szukałam czegoś neutralnego. Większość kolorów, które mam, bardzo rzuca się w oczy a tu proszę.
Essence Longlasting Lipstick w kolorze 06, kupiłam w Hebe za 10zł.


Seria jest bardzo polecana. Póki co zauważyłam, że bardzo ładnie, równomiernie schodzi z ust. Mam zamiar zaprezentować w jednym z filmów kilka pomadek, zobaczymy co z tego wyjdzie.

Co o niej myślicie? 

Czytaj dalej

czwartek, 3 lipca 2014

Włosowe podsumowanie czerwca 2014


Cześć! Po trzech dniach zupełnych wakacji biorę się za siebie i otaczający mnie świat. Jutro wyruszam na casting, podobnie w sobotę i szukam salonu na praktyki. Cieszę się, że na dworze robi się ładnie, od razu mam więcej energii.
Moje włosy w tym miesiącu zachowywały się dobrze! Końcówki wciąż wyglądają ładnie po podcięciu mimo to, że przynajmniej raz w tygodniu katowałam je lokówką. 


Niedawno farbowałam je henną, więc są delikatnie przesuszone. Już za niecałe dwa tygodnie wyruszam w ciepłe kraje, mam nadzieję że tam ich nie doprawię. 
Fryzjera planuję odwiedzić w sierpniu, wtedy czeka mnie też dłuższa wizyta w rodzinnym mieście. 

Co tam u was? :)

Czytaj dalej

poniedziałek, 30 czerwca 2014

Purederm, złuszczające skarpetki


Wstrętnie zaniedbuję bloga. Obiecuję wziąć się już do roboty i nie marudzić. Troszkę jeszcze szaleństwa miałam w zeszłym tygodniu, wizyta Pauliny i nagrania, teraz już spokój. Nic tylko pisać! 
Dzisiaj ponownie o skarpetach złuszczających. Nie planowałam zakupu, ale byłam w Hebe i wiecie, tak jakoś wyszło. Zapłaciłam około 20zł (tu musicie mi wybaczyć, ale było to sto lat temu i już nie pamiętam). Zatem są łatwiej dostępne. Skarpet Purederm używałam jakiś czas po zastosowaniu tych ze Skinlite.


Proces wygląda podobnie. Czyste stopy ładujemy do foliowych skarpetek. Niestety jakimś cudem przerwałam obie podczas chodzenia. W przypadku Skinlite nie byłam taka zdolna. Zastanawiam się, czy wynika to z mniejszej trwałości materiału, czy zwyczajnie nie potrafię chodzić. Składowo są chyba identycznie do tych, które miałam wcześniej. Ciekawe jak jest ze stężeniami. Kwasy, alkohol, mocznik, ekstrakty i oleje, czyli same słodkości. Potrzymałam je na stopach wedle nakazów, 90 minut a następnie udałam się pod prysznic.


 Estetyczne doznania takie same. Mrowienie, ciepło i problemy z poruszaniem się. Spędziłam większość czasu na nauce bo akurat byłam w trakcie sesji. Zapachowo także się nie różniły.
Pamiętam, że pisaliście mi w komentarzach, jakoby u niektórych z was złuszczenie w ogóle nie następowało. Znaczenie ma na pewno grubość naskórka i wasze prywatne przymioty. Z tego, co widzę na blogach, w większości skarpety dają sobie radę. Dodam, że drugi zabieg przyniósł ładniejsze efekty, w krótszym czasie. Już po drugim dniu naskórek się łuszczył i odchodził dużo szybciej. Poza tym gładkie stopy zostały na dłużej. Nie zauważyłam większej wrażliwości na wszelakie bodźce.


Pogoda w Warszawie sprzyja. Nie ma sensu zakładać balerin, czy odkrytych butów, śmiało inwestujmy więc w skarpety. Ja się na pewno skuszę ;)



Czytaj dalej

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Pomadka Miss Sporty - sweet berry


Szał na pomadki dalej u mnie trwa. Dzisiaj o Miss Sporty, którą kupiłam właściwie dość przypadkowo. Zapłaciłam 10zł i wybrałam najbardziej różowy kolor, jaki widziałam, czyli 039 sweet berry.


Na moich ustach pomadki wyglądają zwykle na ciemniejsze niż w opakowaniu. Tak też jest i tym razem. Mimo wszystko jestem z niej bardzo zadowolona.


Pachnie naprawdę przyjemnie. Łatwo się ją aplikuje, jest aksamitna, jeżeli chodzi o utrzymywanie się na ustach, nie mam większych zarzutów. Nie chcę jeszcze wydawać ostatecznych osądów bo mam ją zbyt krótko. Pewnie powiem więcej o niej na kanale.


Czuję się w niej dobrze i odkąd dokonałam zakupu, naprawdę często mi towarzyszy. Używałyście już pomadek z tej serii? Ja chyba zaopatrzę się jeszcze w inne kolory.
Czytaj dalej
Technologia Blogger.

© 2011 MsMelevis, AllRightsReserved.

Designed by ScreenWritersArena